menu

Legia Warszawa zlekceważyła Cilliana Sheridana?

19.05.2017, godz. 20:00
Cillian Sheridan, Jagiellonia Białystok
Cillian Sheridan foto:

13 grudnia 2016 roku do Legii Warszawa i Jagiellonii Białystok trafiła oferta pozyskania Ciliana Sheridana (28 l.), irlandzkiego napastnika Omonii Nikozja. Michał Probierz od razu zainteresował się piłkarzem, natomiast Michał Żewłakow, dyrektor sportowy mistrzów Polski,  powiedział „nie”.

Źródło: Piotr Koźmiński

Minęło  kilka miesięcy,  Sheridan jest czołowym strzelcem wiosny, został wybrany najlepszym piłkarzem Ekstraklasy w kwietniu i może dać Jagiellonii upragniony tytuł. Czy właśnie wtedy, w grudniu, a potem jeszcze raz w styczniu, Legia podjęła decyzję, która może ją drogo kosztować? Sheridan w 11 meczach strzelił dla Jagiellonii 6 bramek. Jego gole były z reguły decydujące, dały w sumie aż 15 punktów klubowi z Białegostoku. Jeśli Jagiellonia sięgnie po tytuł, jego wkład będzie olbrzymi. Transfer określany jest strzałem w dziesiątkę, to jedno z najlepszych transferowych „pociągnięć” w Białymstoku w ostatnich latach. Czy w Legii powinni żałować, że nie przyjrzeli się bliżej Sheridanowi? Jak wspomniałem, z moich informacji wynika, że pierwszy raz zapytanie wylądowało na biurku Michała Żewłakowa w połowie grudnia. Wtedy w klubie był jeszcze Aleksandar Prijović, ale już wiadomo było, że odejdzie Nemanja Nikolić. Legia mierzyła jednak wyżej niż Sheridan i można to zrozumieć. 29 grudnia, w rozmowie ze mną, Prijović, po raz pierwszy powiedział publicznie, że odchodzi z Legii. Na Ł3 ten wywiad przyjęto ze zdumieniem, zanosiło się nawet na wielką karę finansową dla „Prijo”, ale piłkarz zdania nie zmienił i opuścił Warszawę. Klub nie chciał wojny, uznając, że z niewolnika nie ma pracownika i lepsze niecałe 2 mln euro od PAOK Saloniki niż trzymanie Aleksa w rezerwach. Wtedy, kiedy na linii piłkarz – klub było bardzo gorąco, Legia po raz drugi otrzymała ofertę rozmów na temat pozyskania Sheridana. I po raz drugi powiedziała „nie”.

Mistrz Polski, pozbawiony już wtedy Prijovicia i Nikolicia, szukał gdzie indziej. Efektem tych poszukiwań było znalezienie Tomasa Necida i Chimy Chukwu. Nieoficjalnie na Ł3 usłyszałem, że rekomendował tych graczy Radosław Kucharski, ówczesny szef działu skautingu Legii, który niebawem ma wrócić do klubu jako nowy dyrektor sportowy, zastępując Michała Żewłakowa. Okazało się jednak, że celująca zimą w większe nazwiska Legia (poza wymienionymi, między innymi Caicedo z Espanyonu Barcelona) fatalnie przestrzeliła, ściągając dwóch kompletnie nieprzygotowanych do sezonu napastników. Z formy Chukwu (trafił z drugiej ligi chińskiej), który kiedyś zachwycił Legię jako piłkarz Molde, nie zostało kompletnie nic,  Necid też okazuje się, przynajmniej na razie, kompletnym niewypałem. A ściągnięcie obu tych graczy było bardzo kosztowne. Chukwu podpisał długi kontrakt, a według moich informacji może zarabiać nawet 400 tysięcy euro na sezon (plus pewnie solidny bonus za podpisanie umowy). Necid został wypożyczony do końca rozgrywek z pensją – jeśli wierzyć nieoficjalnym wieściom - jeszcze wyższą niż Chukwu. Nigeryjczyk nie mieści się nawet w kadrze pierwszej drużyny, natomiast Necid najczęściej grzeje ławę, a do tej pory zdobył tylko jedną bramkę (w meczu z Cracovia, 2-1). Ich wspólna skuteczność dała więc Legii ledwie 3 punkty. Nie znam wysokości zarobków Sheridana w Białymstoku, ale można założyć, że to nawet nie połowa tego co mają Chukwu i Necid.

A już w niedzielę mecz, który ma ogromne znaczenie dla losów mistrzostwa Polski. Legia wciąż jest wielkim faworytem, głównie dzięki geniuszowi Vadisa. Droga po tytuł wiedzie jednak przez Białystok, a tam czai się Sheridan…

autor: Piotr Koźmiński zobacz inne artykuły tego autora
WIĘCEJ SPORTU