menu

Legenda skoków świętowała loty. Romoeren wypił za dużo i stracił prawo jazdy

20.03.2017, godz. 08:08
bjoern-einar-romoeren
Bjoern Einar Romoeren - norweski skoczek narciarski foto: EAST NEWS

Bjoern Einar Romoeren był jednym z najbardziej szalonych skoczków narciarskich na świecie. Norweg błyszczał nie tylko na sportowych obiektach, lecz także poza nimi. Jego specjalnością były loty narciarskie. Nic dziwnego, że podczas ostatniego weekendu cyklu Raw Air w Vikersund bawił się świetnie. Okazało się, że aż za dobrze i na drugi dzień... stracił prawo jazdy.

Bjoern Einar Romoeren od trzech lat już nie skacze. Kibice pamiętają go jednak doskonale. Wiecznie uśmiechnięty Norwego przez sześć lat (2005-2011) był rekordzistą świata w długości lotu. W Planicy uzyskał odległość dwustu trzydziestu dziewięciu metrów. Przygodę ze sportem zakończył z dorobkiem dwóch złotych medali mistrzostw świata w lotach. W tej samej konkurencji zdobył także srebro i brąz. Największym sukcesem było jednak trzecie miejsce na igrzyskach olimpijskich w Turynie w 2006 roku. Obecnie pełni funkcję dyrektora marketingu rodzimej federacji narciarskiej.

W związku z pracą pojawił się w miniony weekend na PŚ w Vikersund. Ostatni akord cyklu Raw Air śledził z zapartym tchem. W sobotę gorąco oklaskiwał wyczyny Roberta Johanssona, który pobił rekord skoczni, lądując na dwieście pięćdziesiątym drugim metrze. Niedługo później Romoeren wpadł w euforię po próbie Stefana Krafta. Austriak skoczył dwieście pięćdziesiąt trzy i pół metra.

Norweg nie ukrywał następnego dnia, że fetowanie fantastycznego konkursu było dość szalone. - W tej sytuacji musieliśmy to uczcić i chyba było nieco zbyt burzliwie - powiedział skruszony dziennikowi "Verdens Gang". Co miał na myśli? W niedzielę były skoczek wsiadł do samochodu. Na jego nieszczęście policja tego dnia kontrolowała trzeźwość kierowców, a Romoeren wciąż odczuwał trudy poprzedniego wieczoru. Wynik wyświetlony na alkomacie sprawił, że stracił prawo jazdy. - Samochód musiałem zostawić na poboczu, lecz policjanci rozpoznali mnie i byli tak mili, że zawieźli mnie pod skocznię i zdążyłem jeszcze na serie finałową - wyjaśnił.

W oficjalnym komunikacie służby podały, że w niedzielę sprawdziły trzeźwość wielu kierowców w regionie Vikersund. Tylko jeden z nich miał w wydychanym powietrzu niedozwoloną liczbę promili. Nie musimy już chyba pisać kim on był...

autor: Jakub Waśko zobacz inne artykuły tego autora
WIĘCEJ SPORTU